Bieszczady Ukraińskie

Po „nasyceniu się” polskimi
Bieszczadami i kilkukrotnym przejściu najważniejszych szczytów przyszedł czas na małą odmianę. Na Bieszczady
Ukraińskie. Na eksploracje tych gór w jakże innym wydaniu. Mimo że krajobrazowo
góry te są nie różnią się zasadniczo od polskich, sam klimat jest zupełnie zupełnie inny. Brak
infrastruktury turystycznej oraz położenie w miejscu, które jeszcze parę lat
temu było praktycznie niedostępne dla polskiego turysty spowodowało że góry nie
zatraciły swojego pierwotnego charakteru. Zupełnie przypadkowo zgadałem się co do wyprawy na Ukrainę z Szymonem, co okazało się później strzałem w dziesiątkę!



Po przekroczeniu granicy Ubla/Małyj Bierieznyj bezproblemowo dotarliśmy do Użoka z którego planowaliśmy zacząć pieszą część wycieczki. Pierwsze drzwi to sklep spożywczy, drugie - bar z pyszną kawą z ekspresu!



Po uzupełnieniu płynów i pokarmów udaliśmy się główną drogą na Przeł. Użocką oddzieląjącą Bieszczady Polskie od Bieszczadów Ukraińskich.
 

 
Na przełęczy oprócz kilku pomników i oznakowania granic obwodu Zakarpackiego i Lwowskiego również budka strażnicza z ukraińskimi zołnierzami kontrolującymi przejeżdżających przez przełęcz.



Po jakiś dwóch godzinach marszu od przełęczy ukazał się nam widok...



który widzieliśmy oczyma wyobraźni w trakcie całych przygotowań do wyprawy.



Typowe dla tamtych gór - spokój, cisza, wąziutka ścieżka w górę...



Tylko my i góry - przypominam że w Polsce mamy w tym samym czasie długi weekend sierpniowy i co za tym idzie masowy najazd turystów na nasze polskie Bieszczady...



Niedaleko Starostyny rozbijamy się beztrosko w pobliżu źródełka na pierwszy nocleg. Nie spotykamy nikogo, nikt nas nie kontroluje, nie wlepia nam mandatu, nikt się nie skarży że zadeptujemy Bieszczady...



W drugi dzień wędrówki ciąg dalszy. Pogoda nam dopisuje...



Przerwa na kawę i upajanie się widokami



W oddali Pikuj (1408 mnpm) pierwszy główny cel naszej wyprawy.



Pikuj zdobywamy we wczesnych godzinach popołudniowych.



Widok na grań którą właśnie "zrobiliśmy"



Po zejściu z Pikuja, minąwszy Szerbowiec rozbijamy się w pobliskiej wsi Paszkowice nad strumykiem. Chłodna kąpiel w rwącym strumyku  + gorąca herbata z kocherka - nie trzeba nam nic więcej do szczęscia :-)



Następnego dnia po kilku ładnych godzinach marszu dochodzimy na Połoninę Równą po której ku naszemu zdziwieniu beztrosko "guliają" sobie różne pojazdy zbieraczy jagód i brusznic. Oklaski dla Szymona za znakomitą orientację w terenie!



Na sam szczyt połoniny też da się wjechać - podstawa to porządne auto! :-)



Szczyt Połoniny Równej kryje pamiątkę sowieckiej inwestycji - opuszczoną bazę rakietową...





Jako że bazę trzeba było jakoś wybudować - trzeba było wcześniej wybudować długą drogę z płyt betonowych na szczyt połoniny. Na zdjęciu widać forda transportowego - Szymonowi udało się zatrzymać chłopaka który zabrał dziewczynę na randkę do opuszczonej bazy. Zjazd na pace był jednym z mocniejszych akcentów wycieczki!



Dojeżdżamy do wioski Lipowiec by stamtąd różnymi sposobami osiągnąć przejście graniczne ze Słowacją.



Łapiąc co się da docieramy do Małego Bierieznego gdzie przekraczamy granicę SK.
W Ubli czeka nasze auto. Przygoda dobiega powoli końca. Czas wracać do rzeczywistości.

Bieszczady Wschodnie, sierpień 2011